Szukaj na tym blogu

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pataty i bataty

Rozdwojenie jaźni pewnego ulubionego szlach-ciury przypuszczałem od dawna. Potwierdzenie tej tezy dał mi ale jego przepiękny post z 3 kwietnia roku pańskiego.

"Jak Państwo wiedzą, wszystko co publikuję, zawsze sygnuję własnym nazwiskiem." walnęło we mnie jak kasztan w metalowy dach w pierwszym zdaniu tego tekstu.

Huk, grzmot, strach, żadnego efektu i zero prawdy. Z jednej strony śmiech, a z drugiej pożałowanie, jak on się wszędzie podpisuje i popisuje. Forma zawsze znana i ten sam przekaz. Spotykam go bez podpisu codziennie na pewnej stronie i bawię się jak mogę trzymając za boki ze śmiechu.



To samo trzepnęło we mnie po kotłowaniu o kotłowni u mego muchomorka. Afera offshore-leaks na skali beuforta.
Jakiś w miare zwinny umysłowo zadał tam pytanie: kto temu jest winny i dostał też odpowiedź - wykonawca. Co ma z tym zlecenidawca. Ma, bo nikt nie zgłosił się na przetarg, a wykonawca jest mocny w gębie jak muchomorek, a jak dojdzie do bicia po łapkach to siedzi tak samo cicho jak ta z rodu (sa)Po-ciechy.

Obrazek dla moich ulubieńców.

Mam szczęście że się pod tym wszystkim nie podpisuję ;-).


Z jabłkami ziemnymi na słodko.



1 komentarz: