Zupełnie przypadkowo wpada mi znowu klasyka polskiej literartury do głowy. Pewne podobieństwo jest naprawde przypadkowe.
SĄD OZYRYSA
PRZEŁOŻYŁ Z EGIPSKIEGO PAPIRUSU HENRYK SIENKIEWICZ
A gdy umarł w Egipcie syn Psunabudesa, Psunabudes, wielki minister któregoś
tam Tutmesa [1], z którejś dynastii panującej przed napadem Hyksów, dwie nieśmiertelne
Ideje pokłóciły się o jego duszę tak zapalczywie i napełniły takim hałasem
nieskończone przestworza cichej wieczności, iż wszechmocny Ozyrys kazał im
stanąć przed sobą i zapytał:
- Kto wy jesteście, o duchy, kto jest ten grzesznik, którego me jastrzębie
oko dostrzega między wami, i dlaczego w krainie Ciszy kłócicie się jak dwie
przekupki z Memfis?.
A na to tak odpowiedział pierwszy z duchów:
- Ja, panie, jestem nieśmiertelna Głupota. Opiekowałam się tu obecnym
Ekscelencją Psunabudesem jak kochająca matka. Dyktowałam mu wszystkie jego słowa,
byłam mu przewodniczką we wszelkich czynach. Nie odstępowałam go ani na
chwilę, a ponieważ i on trzymał się mojej szaty stale i wiernie, ponieważ
całe życie był, wedle egipskiego przysłowia, głupi jak stołowe nogi,
przeto chcę zabrać teraz jego duszę i umieścić ją w tej zaziemskiej
krainie, którą ja władam, a która przeznaczona jest na wiekuiste siedlisko
durniów.
Ozyrys zwrócił się do drugiego ducha:
- Mów ty teraz - rzekł biorąc w ręce wagi, na których ważył
wszelkie myśli, słowa i uczynki.
- Ja, o panie, jestem nieśmiertelna Niegodziwość. Nie przeczę wcale, że
J. E. Psunabudes popełniał często na swym wysokim stanowisku błędy godne osła,
ale twierdzę, że przede wszystkim był szubrawcem. Jeśli pozwolisz, panie,
przytoczę ci na to tysiączne dowody, których Głupota, choćby dlatego, że
jest Głupotą, nie potrafi nigdy obalić.
- Głupota - przerwał Jastrzębiooki, podnosząc do góry swój opatrznościowy
palec - nie umie tylko budować, często natomiast umie obalać, co
powiedziawszy nawiasem, pytam się następnie, czego żądasz?
- Chcę, panie, zabrać tę duszę i umieścić ją w tej zaziemskiej
krainie, którą ja władam, a która przeznaczona jest na pośmiertne wiekuiste
siedlisko dla łotrów.
To mówiąc chwyciła za rękę Psunabudesa, ale w tej samej chwili Głupota
chwyciła go za drugą i obie, tamując dech w piersiach, czekały na wyrok
Sprawiedliwego.
A Sprawiedliwy wpił swój ptasi wzrok w Psunabudesa i przypatrywał mu się
przez czas dłuższy, a wreszcie rzekł:
- Widzę, że obie macie do niego prawo, więc chętnie bym was wysłuchał i
rozsądził, ale zaprawdę, położenie jest dziwne. Oto twoje dowody, o Głupoto,
będą głupie, a twoje, o Niegodziwości, niegodziwe. Wobec tego nie mogę ich
rozważać, a zatem żadnej z was nie mogę udzielić głosu. Jakaż więc na to
jest rada? Oto zawołam Mądrości, która wszystko przenika, i rozkażę jej,
aby mi przedstawiła w krótkich a mądrych słowach i żywot Jego Ekscelencji,
i waszą sprawę.
- O panie - szepnęła Głupota. - Mądrość jest moją osobistą
nieprzyjaciółką.
Sprawiedliwy podniósł znów w górę swój opatrznościowy palec.
- Wierz mi, Głupoto, że prawdziwa Mądrość jest zarówno nieprzyjaciółką
Niegodziwości, jak i twoją.
I w tejże chwili przywołał Mądrość, a ta stawiła się natychmiast i
spojrzawszy na Psunabudesa nie zdziwiła się wprawdzie, albowiem Mądrość
niczemu się nie dziwi, ale uśmiechnęła się jakby z pewnym zadowoleniem i
rzekła:
- Ach, to Jego Ekscelencja, który tajnym okólnikiem do gubernatorów
zabronił mi pobytu w Egipcie!...
- Dla dobra państwa, słowo uczciwości... - począł się tłumaczyć
Psunabudes. Lecz Ozyrys nakazał mu milczenie, sam zaś zapytał:
- Powiedz mi, Mądrości, czy ten zakaz był bardziej głupi czy niegodziwy.
- Jednakowo, zupełnie jednakowo! - odpowiedziała Mądrość.
Więc Sprawiedliwy położył równe ciężarki na szalach opartych o stopień
jego tronu.
- Mów dalej - rzekł - aby się stało wreszcie wiadomo, który z tych dwóch
duchów ma pomyśleć o najwłaściwszym dla Ekscelencji osiedleniu.
Więc Mądrość poczęła streszczać całe życie Psunabudesa, od wczesnej
młodości aż do ostatniej chwili jego ziemskiej podróży. Wspomniała, jak w
akademii w stubramnych Tebach był zaciekłym liberałem, jak wstąpiwszy następnie
do urzędu, zapisał się niebawem do działaczy państwowych i drwił z zasad,
które za studenckich czasów wygłaszał, jak pod hasłem: "Egipt dla
Egipcjan", pracował nad zjednoczeniem państwa pod władzą memfickiej
biurokracji, jak wreszcie w ciągu długiego swego zawodu ustawicznie kogoś
podejrzewał, coś wietrzył, przeciwko komuś wysyłał raporty, przed czymś
ostrzegał, czegoś nie dopuszczał, coś zamykał, coś ukracał i zamiast
rozszerzać ludzką działalność i ludzkie życie, ustawicznie je obrzydzał,
krępował i ograniczał.
- Czy nie sądzisz, że to są szelmostwa - przerwał Ozyrys dorzucając ciężaru
na szalę niegodziwości.
- Nie przeczę, o Wszechtreściwy - odrzekła Mądrość - ale pozwolę sobie
zauważyć, że była w tym i głupota tak wielka jak piramida Cheopsa, albowiem
Psunabudes, pracując niby dla potęgi Egiptu, w gruncie rzeczy go osłabiał,
pracując niby dla jego sławy, ostatecznie go zohydzał, pracując niby dla
porządku w państwie, wtrącał je w bezład i tworzył mu wewnętrznych
nieprzyjaciół, a przy tym nigdy w jego zakutej głowie nie postała ani na
chwilę myśl, że cała jego robota może przynieść tylko szkody i klęski.
- Jeśli tak - rzekł Sprawiedliwy - to trzeba dorzucić i na szalę głupoty.
- Trzeba! - powtórzyła Mądrość - ale słuchaj mnie, panie, dalej. Został
potem Psunabudes gubernatorem prowincji północnej Phath, zamieszkałej przeważnie
przez Fenicjan i Greków, i zarówno jednych, jak drugich począł gorliwie
przerabiać na Egipcjan. Zabraniał im mówić i pisać na papirusach we własnym
języku, prześladował ich wiarę i pozamykał ich szkoły, a przede wszystkim
kazał im nosić czepki, które jak wiadomo, są narodowym egipskim pokryciem głowy.
W jego przekonaniu czepek stanowił Egipcjanina, jakie zaś myśli wrzały w
tych głowach, którym narzucił czepki, nad tym nie był się zdolny zastanowić.
Ci wszakże, którzy nie chcieli nosić czepków, mogli się od nich uwolnić łapówką,
w ten bowiem sposób wzrastał majątek gubernatora.
Ozyrys podniósł po raz trzeci palec do góry i rzekł z powagą:
- Łapówki nie dowodzą głupoty.
- Zapewne, panie, ale nie dorzucaj ich na szalę niegodziwości, ponieważ w
Egipcie wszyscy dygnitarze uważają łapówki za zwyczaj tak powszechny i tak
zgodny ze starą tradycją egipską, że biorą je z zupełnie czystym
sumieniem.
- Masz słuszność i jako bóg egipski, nie powinienem był o tym zapominać.
Nie dorzucę też nic na żadną szalę, póki nie powiesz, jak postępował
Psunabudes jako minister Faraona?
- Egipt, jak ci wiadomo, Sprawiedliwy, potrzebował wielkich i głębokich
reform. Otóż Psunabudes, zostawszy ministrem, postarał się przede wszystkim
o to, by te reformy nie były wielkie i głębokie, ale drobne i płytkie. Egipt
potrzebował nowych i mądrych ludzi, którzy by byli przyjaciółmi wyżej
wspomnianych reform. Psunabudes zaś powierzył ich wykonanie dawnym, głupowatym
urzędnikom, którzy byli ich wrogami. Jaka z tego powstawała karykatura i jaka
szkoda dla Egiptu, to łatwo pojmie nie tylko tak przenikliwy umysł, jak twój,
panie, albo jak umysł krokodyla, kota lub ichneumona, ale nawet zwykły, miałki
rozum człowieczy. Psunabudes był zbyt tępy, by rozumieć, iż państwo musi
być od podstaw do szczytu przebudowane, a za mało uczciwy, by przeprowadzić
sumiennie nawet te zmiany, których konieczność uznał i zrozumiał sam
Faraon.
- Niech mnie ibis kopnie - rzekł Ozyrys dorzucając na obie szale - jeśli
wiem, która w końcu przeważy!
A słowa Mądrości płynęły dalej:
- Oszukiwał zarówno Faraona, jak i lud. Faraonowi groził
buntem ludu, ludowi wszczepił przekonanie, że Faraon chce go utrzymać w
niewoli. Poderwał władzę Faraona, a nie rozszerzył wolności. Za jego czasów
powiększyły się głody w Egipcie, a kraj napełnił się
rozbójnikami.
- Chwała Bogu, to jest chwała mnie samemu! - zawołał
Ozyrys - tu już nie ma przynajmniej wątpliwości, że to są łajdactwa
czystej wody!
- O! nie tylko łajdactwa - odpowiedziała łagodnie Mądrość
- gdyż Psunabudes okazał przy tym mniej rozumu, niż go posiada pęcherz wielbłąda.
Czyny jego były złowrogie, ale on sam był durniem i głupota jego była tym
większa, że się uważał za mądrego. Niezdolny był zrozumieć, że gdzie
trzeba wielkiej twórczej polityki, tam szachrajstwo nie może wystarczyć, i
szachrował, szachrował bez końca.
- Prawda! masz słuszność jak zawsze, i tylko tak dokładne
wagi jak moje wskazać nam mogą, co z nim
uczynić należy.
- Kilka słów muszę jeszcze dodać, o Wszechkulisty!
Psunabudes drwił sobie z Egiptu, nie dbał o Faraona, myślał zawsze tylko
o sobie, więc można by mniemać, że był tylko szują. Ale zważ jednak,
panie, że gdyby Psunabudes rządził mądrze i uczciwie, to zyskałby na tym
Egipt, zyskałby Faraon, a on sam nie tylko nic by z własnych korzyści nie
uronił, ale stałby się jeszcze potężniejszym i sąd historii wypadłby o
nim inaczej.
- Więc znów chcesz powiedzieć, że osieł przeważał w nim jednak nad łotrem?
- Podnieś, o Sprawiedliwy, wagi, a przekonamy się
natychmiast.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . .
Ozyrys podniósł szale i trzymał je w górze, póki nie uspokoiły się
zupełnie. Po czym spojrzał i zdziwienie, ale zarazem i zmieszanie odbiło się
na jego boskim obliczu.
- Na święty ogon Apisa! - zawołał – głupota i
szelmostwo nie przeważają się wzajem ani na jeden włos z mej brody. Co teraz
robić?...
Co robić?...
Jastrzębiooki odrzucił wagi, objął głowę dłońmi i przymknął oczy.
Po chwili jednak twarz rozjaśniła mu się promiennym uśmiechem i zwróciwszy
się do Psunabudesa, począł mówić zwolna i uroczyście:
- Ekscelencjo! Żaden z greckich, fenickich ani z tutejszych młodszych bogów
nie wiedziałby, co z tobą uczynić, gdyż widzisz, że nawet i Mądrość
drapie się w tej chwili w głowę.
...Ale niepróżno zowią mnie bogi i ludzie Wszechmocnym, bo oto wszechmocą
moją rozcinam, jak mieczem Faraona, wszelkie trudności i ogłaszam ci wyrok
następujący:
...Wróć do życia i wróć na ziemię. Bądź do końca świata ministrem
Faraonów i rozmaitych ludów: zabiegaj, kręć, prowadź, prezyduj, rządź...
...A gdy spełnią się wieki, musi się w końcu pokazać, czy jesteś większym
łotrem, czy osłem...
...Wtedy i ja będę wiedział, który z tych dwóch duchów ma ci przygotować
wieczystą rezydencję.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . .
To rzekłszy obrócił Psunabudesa twarzą do niebieskich schodów i nagłym
rozmachem swej boskiej stopy przyśpieszył jego powrót na ziemię.
W przepaściach wieczności zapadła głęboka cisza; natomiast Egipt zgotował
widocznie owację zmartwychwstałej Ekscelencji, albowiem aż do bram nieba jęły
dochodzić chóralne głosy śpiewając radośnie:
- Psunabudes! O Psunabudes!... Mądrość poczęła się śmiać cicho.
1 Liczby porządkowe nieczytelne.
Cytat z http://literat.ug.edu.pl/hsnowel/003.htm
Aspiracje świrka są wielkie pod wpływem gorączki albo szaleństwa